O autorze
Jerzy Borowczak - Polski polityk i działacz związkowy, poseł na Sejm III, VI i VII kadencji. Były opozycjonista w PRL W 1980 razem z Bogdanem Borusewiczem, Bogdanem Felskim i Ludwikiem Prądzyńskim zainicjował strajk w Stoczni Gdańskiej. Od tego czasu należy do bliskich współpracowników Lecha Wałęsy. Po powołaniu NSZZ "Solidarność" został wiceprzewodniczącym komisji zakładowej związku z SG. Po wprowadzeniu stanu wojennego dyscyplinarnie zwolniony, pracował w gdańskiej Spółdzielni Pracy Usług Wysokościowych.

"OJCZYZNĘ DOJNĄ RACZ NAM ZWRÓCIĆ PANIE"

Powiedział niby to ironicznie prezydent Duda, ale jego słowa były prorocze i stały się ciałem. W ub. roku prezydent przyznał swoim zaufanym urzędnikom ponad 1 700 000,00 zł nagród. W rządzie było o wiele lepiej. Na nagrody dla urzędników we wszystkich ministerstwach wydano w 2017 roku około 200 milionów zł, w tym dla ministrów 2 100 000,00 zł i dla wiceministrów ponad 2 400 000,00 zł.

Kuriozum tych "nagród", jest przyznanie samej sobie ponad 65 tysięcy złotych przez Beatę Szydło. Była premier tak odczytała własne słowa o "pokorze i końcu z pychą i arogancją władzy", które wygłaszała w expose gdy obejmowała władzę.

Jarosław Gowin poskarżył się, że jako minister w rządzie PO, nie starczało mu na życie od 1-go do 1-go. Ja znam winnego tej niedoli Gowina, oczywiście Donald Tusk, który przez 7 lat premierowania nie przyznał żadnych nagród finansowych swoim ministrom, wychodząc z założenia, że wynagrodzeniem jest pensja, a nie dowolne szastanie publicznymi pieniędzmi. Podobne podejście miała jego następczyni Ewa Kopacz. No ale Jarosławowi Gowinowi nie wystarczało 17,5 tysiąca miesięcznej pensji brutto, więc poszedł tam gdzie płacą więcej i rozdają lekką ręką nagrody po kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Trwa ładowanie komentarzy...